środa, 3 czerwca 2015
surf italy
Ok, mieszkam we Florencji od ponad 3 miesięcy. Nie narzekam – traktuję ten pobyt tutaj jak prezent od Boga czy jak to agnostycy wolą od losu. Pierwszy raz od momentu wkroczenia w etap dorosłości zwany pracą – nie pracuję. Nie przemęczam się. Nie śpieszę się. Jem o stałych porach. Jak mam ochotę spać to śpię. I przede wszystkim mam czas pomyśleć o sobie. I co wymyśliłem? Nic nowego. Po prostu chce pływać. Dlatego też większość swojego wolnego czasu spędzam na eksplorowaniu Internetu w celu znalezieniu swoich fal w rzeczywistości.
Na samym początku zdecydowałem pojechać się do Viareggio położonego nie całe 100 km od Florencji. Droga jak z Krakowa do Zakopanego tyle, że połączona autostradą, która targa po kieszeni nie bogatego Polaczka cebulaczka 7,70 w jedną stronę. Reasumując, aby wybrać się do najbliżej położonego wybrzeża trzeba mieć około 50 jurków w kieszeni. Po sprawnej przeprawie autostradą dotarłem do Viareggio, które jest znane z wielkiego karnawału zaparkowałem swojego peugeota i poszedłem się przejść po okolicy. Szeroka promenada, która budziła się jeszcze przed sezonem do życia pobudziła moją wyobraźnie. Na pewno atmosfera karnawału w tym mieście musi być rewelacyjna. Kiedy doszedłem na plaże zauważyłem wiele molo – a pod molem surferzy. Oł JE – to tu powiedziałem sam do siebie w głębi serca. Zamarłem na blisko 4 godziny obserwując surferów jak łapią swoje może nie duże, ale jednak długie fale. Po skończonym widowisku postanowiłem poszukać miejsca do spania. Mój ograniczony budżet nie pozwolił mi na szukanie hotelu, najbliższe dwa dni postanowiłem przenocować w swoim aucie. Muszę przyznać, że nie był to najbardziej trafiony pomysł ze względu na niską temperaturę w kwietniową noc. Cóż po raz kolejny – czego nie robi się dla marzeń?! Po nocy byłem tak wyziębiony, że nie miałem ochoty wchodzić do morza Liguryjskiego. Postanowiłem wygrzać się na słońcu i ciepłym pisaku i poszukać miejsca gdzie mogę wypożyczyć sprzęt. Blisko Viareggio znajduję się Lido Di Camaiore, a tam sklep połączony ze sklepem na surferów. Bingo. Kiedysz wszedłem do środka zobaczyłem Luke – właściciela bardzo uśmiechniętego gościa. Wypytałem go o ceny i wiedziałem, że wrócę tu jeszcze.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz